Strada Cloverfield 10. Strada Cloverfield 10 (titlu original: 10 Cloverfield Lane) este un film american din 2016 regizat de Dan Trachtenberg. Rolurile principale au fost interpretate de actorii Mary Elizabeth Winstead, John Goodman și John Gallagher Jr. Este al doilea film din franciza Cloverfield, după Monstruos ( Cloverfield) în 2008 .
80L'esterno è pericoloso… l'interno è terrificante nel nuovo thriller mozzafiato del produttore J.J. Abrams. Dopo un catastrofico incidente d'auto, una giovane donna (Mary Elizabeth Winstead, di unDie Hard) si risveglia nel bunker sotterraneo di un maniaco della sopravvivenza (John Goodman, Argo). Dice di averla salvata da un attacco apocalittico che ha reso inabitabile il mondo esterno
70. PG-13 1 hr 44 min Mar 8th, 2016. Showtimes & Tickets. After getting in a car accident, a woman is held in a shelter with two men, who claim the outside world is affected by a widespread
The 10 Cloverfield Lane ending has often been cited as one of the film's weakest aspects, but despite the confusion it creates the finale of the Cloverfield sequel cleverly plays off of the movie
A New E-Mail Is Sent From Tagruato. None of the Cloverfield ARG websites have been updated in the last eight years, but last night some people who participated in the original viral or those who e
First, 10 Cloverfield Lane comes loaded with everything a psychological thriller needs to shatter your nerves — and then kicks it up a notch. And, oh, about that title. If the Cloverfield shout
. Czy młody reżyser Trachtenberg wykorzystał daną mu szansę? Niestety tylko częściowo. Wprawdzie udało mu się stworzyć wciągający thriller, w którym w interesujący sposób żongluje konwencjami, ale po seansie „10 Cloverfield Lane” nie mogłem wyzbyć się wrażenia o niewykorzystaniu tkwiącym w nim potencjału. Winą za ten stan rzeczy obarczam właśnie reżysera. W recenzji tłumaczę dlaczego. tytuł: 10 Cloverfield Lane premiera: 22 kwietnia 2016 (Polska), 8 marca 2016 (USA) reżyseria: Dan Trachtenberg scenariusz: Josh Campbell, Matthew Stuecken Trailer / zwiastun Opis / Fabuła Młoda kobieta o imieniu Michelle budzi się po wypadku samochodowym w piwnicy-schronie Howarda. Mężczyzna ten twierdzi, że uratował jej życie, sprowadzając do schronu w ostatniej chwili przed zmasowanym atakiem chemicznym. Jeżeli chcą przeżyć, długo nie będą mogli wyjść na zewnątrz. Czy Michelle może zaufać Howardowi? Recenzja Cloverfield Lane 10 Producentem filmu jest Abrams, który po cichu postanowił stworzyć spin off pamiętnego dzieła o tytule “Cloverfield” / “Projekt: Monster”. Po cichu, gdyż o filmie dowiedzieliśmy się na krótko przed jego premierą. Nawet zwiastuny były wyjątkowo oszczędne w zdradzaniu spoilerów. Zadbano, aby nad filmem unosiła się aura tajemniczości. Dzięki temu na premierę udałem się z jakże miłym w obecnych czasach poczuciem niewiedzy. Ciekaw byłem, co było przyczyną zapowiadanego w trailerach ataku i czy w ogóle on się odbył, kim był i jakie zamiary miał właściciel bunkra oraz jakie losy czekały pozostałych bohaterów skazanych na jego łaskę. Film „Cloverfield Lane 10” można śmiało traktować jako odrębną historię, zupełnie niepowiązaną z wydarzeniami z „Projekt: Monster”. Dotyczy to zarówno fabuły, jak i sposobu realizacji – w 10CL zrezygnowano bowiem z irytującej trzęsawki obrazu, zwanej „found footage”, co obrazowi wyszło zdecydowanie na dobre. Osoby nie znające poprzedniego filmu tego uniwersum mogą spokojnie zdecydować się na seans „10 Cloverfiels Lane” bez obaw o ewentualne luki fabularne. Zwolennicy poprzedniego filmu mogą natomiast zabawić się w próbę dopasowania elementu nowej historii do faktów poznanych w „Projekcie: Monster”. Dopasowanie to jest możliwe nawet na wiele sposobów zależnych tylko do wyobraźni widza. Abrams powierzył reżyserię filmu debiutującemu w pełnym metrażu Danowi Trachtenberg’owi. Decyzja ta była dość ryzykowna, ale osobiście przychylny jestem częstemu dawaniu szansy wykazania się młodym i obiecującym reżyserom. Czy Trachtenberg wykorzystał daną mu szansę? Niestety tylko częściowo. Wprawdzie udało mu się stworzyć wciągający thriller, w którym w interesujący sposób żongluje konwencjami, ale po seansie 10CL nie mogłem wyzbyć się wrażenia o niewykorzystaniu tkwiącym w nim potencjału. Winą za ten stan rzeczy obarczam właśnie reżysera. Już tłumaczę dlaczego. Gros filmu toczy się w podziemnym bunkrze, który staje się sceną konfrontacji trzech postaci. Zdawać by się mogło, że mała, współdzielona przestrzeń powinna sprzyjać zagęszczaniu atmosfery oraz zarażać widza klaustrofobią, stopniowo udzielającą się bohaterom. Nic jednak bardziej mylnego. Reżyser nie potrafił wizualnie spotęgować efektu ‘zbliżania się ścian’, ani poprzez odpowiedni melanż scenografii i oświetlenia, ani przez właściwy kadr, czy pracę kamery. W rezultacie postacie przemykają po bunkrze niczym po wszechstronnym apartamentowcu, zdają się nie wchodzić sobie zanadto w drogę. Widzowi może umknąć zatem ważny element całej powieści, który jednocześnie mocno by ją urealniał – aspekt izolacji. Mimo iż potrzeba prywatnej przestrzeni oraz wyjścia na zewnątrz jest wyszczególniona w scenariuszu – w filmie jest dość słabo wyczuwalna. Bohaterom pod ziemią żyje się całkiem komfortowo, poza krótkimi chwilami specjalnie nie wchodzą sobie w drogę. Nie da się wyczuć uciążliwości przebywania obcych sobie ludzi na małej przestrzeni. Akcja filmu mogła by zatem toczyć się w jednorodzinnym domku ze spuszczonymi roletami i w zasadzie nie poczulibyśmy większej różnicy. Szkoda, iż reżyser nie potrafił wycisnąć więcej z potencjału jaki dawała lokacja. źródło: Kolejnym mankamentem filmu są postacie, których sposób przedstawienia pozostawia niedosyt. Najlepiej w tym gronie wypada Howard. Pewne niedociągnięcia w rozpisaniu tej kreacji potrafił w wyśmienity sposób nadrobić Goodman, perfekcyjnie używając swojej charyzmy i nieprzeciętnych umiejętności aktorskich. Reżyser miał w planach mocne postraszenie nas Howardem, niestety szczątkowe przedstawienie tej postaci, ogólniki czy powielanie schematów zachwiały wiarygodnością w jej odbiorze. Postać Michelle, więcej niż dobrze zagrana przez Mary Elizabeth Winstead, jest znacznie bardziej tajemnicza niż z założenia tajemniczy Howard. W trakcie filmu poznajemy jej twardy charakter i nieustępliwość, ponad przeciętną inteligencję oraz możliwości – nazwijmy to – survivalingu, ale nie mamy pojęcia z czego to wszystko wynika, kim ona naprawdę jest i co jest czynnikiem napędzającym ją do działań? Na pewno nie jest zwykłą dziewczyną, a taki jej obraz chciano nam narzucić od początku trwania filmu. Ostatnią postacią, którą w zasadzie powinienem pominąć, jest Emmett (John Gallagher Jr.). Ciężko określić w jakim celu umieszczono tego ‘bohatera’ w akcji filmu. Czy chodziło tylko o suspens przy jednej ze scen? Jeżeli taki był zamysł scenarzystów, rolą reżysera jest odpowiednia reakcja i w efekcie rozbudowanie tej postaci oraz wątków z jej udziałem. Szczególnie jest to istotne w kameralnym filmie, przypominającym sztukę rozpisaną na kilku aktorów. Cóż, tego jednak zabrakło. Emmett przewija się przez film niczym ruchomy element scenografii, wrzucony na siłę. Twórcy filmu nie zrobili nic, abyśmy nie tylko przejęli się losem tej postaci, ale także, abyśmy chcieli dowiedzieć się o niej czegoś więcej. Jak już szerzej rozpisuję się o niedoskonałościach filmu „10 Cloverfield Lane”, to muszę wspomnieć także o samej jego końcówce. Sprawia ona bowiem wrażenie, jakby dosztukowano ją z nieco innego filmu. Cały budowany klimat produkcji oraz towarzyszące nam napięcie rozprasza się w końcowej rozgrywce i ulatnia równie gwałtownie niczym powietrze przy nagłym pęknięciu balonu. Film z dusznego (w założeniu) thrillera przekształca się w kino akcji z elementami horroru. Film wówczas nabiera szalonego tempa, które mocno kontrastuje z szachową rozgrywką wewnątrz schronu. Dynamiczna końcówka, pozwala nam nabrać powietrza i stanowi dość nieoczekiwaną oraz lekkostrawną odskocznię od bunkrowych przepychanek. Nie jestem jednak do końca przekonany czy ten przeskok uznać za dużą wadę produkcji. Daleki również jestem od zaliczenia jej do pozytywnych atrybutów „10 Cloverfield Lane”. Jej odbiór w dużej mierze zależeć będzie od indywidualnych preferencji każdego widza. Mnie osobiście nieco rozczarowała i pozostawiła lekki niesmak. Dzięki owej końcówce uzyskujemy odpowiedzi na wiele pytań, które rodzą nam się w głowach w trakcie trwania seansu. Na szczęście nie wszystko wyjaśniono, pozostawiając pewien margines widzowi na jego własną interpretację. Niestety to, co zostało wyjaśnione dało się łatwo przewidzieć – szczególnie osobom zapoznanym z poprzednim „Cloverfield”. Twórcy popełnili tutaj podobny błąd jak w „Projekcie: Monster”, zapominając o tym, że często lepiej jest pozostawić coś niedopowiedzianym. To, czego nie widzimy i nie jesteśmy pewni, budzi większą trwogę niż to, co podaje się nam na tacy. Truizm, o którym nagminnie się zapomina ostatnimi latami w Hollywood. źródło: Muszę Was teraz przeprosić, gdyż za mocno skupiłem się na kwestiach negatywnych związanych z ocenianym filmem. Nie chciałbym bowiem, aby 10CL został przez Was odebrany jako podrzędna, kiepska produkcja. To byłaby mocno krzywdząca opinia na jej temat. Wyszczególniłem wady, aby pokazać jak wielki potencjał tkwił w filmie. Można tylko żałować, że film zamiast zapisać się złotymi głoskami w historii kina sci-fi, a miał ku temu podstawy, stał się ‘zaledwie’ dziełem dobrym. Młodemu reżyserowi, mimo potknięć, udało się stworzyć bardzo kameralny i wciągający thriller w klimatach science-fiction, w którym widz wielokrotnie zmuszany jest do zrewidowania przedstawionej wcześniej rzeczywistości. Oglądając film nie możemy być pewni, jakie są prawdziwe intencje Howarda oraz co tak naprawdę wydarzyło się na zewnątrz. Czy apokalipsa to wytwór wyobraźni przewrażliwionego bohatera czy stan faktyczny? Czy bohaterce uda się odkryć prawdę? Jak tego dokona i czy przechytrzy Howarda? Możemy się naturalnie wszystkiego domyślać, ale element niepewności zostaje aż do samej końcówki. Scenariusz filmu skonstruowano misternie, dzięki czemu wręcz pochłaniamy przedstawioną podczas seansu historię. Każdy szczegół, jaki widzimy na ekranie, element scenografii, rzut kadrem, mimika bohaterów, czy wymiana między nimi zdań ma swoje ukryte znaczenie. Widz musi zachować czujność, gdyż we właściwym momencie elementy układanki złożą się w spójną całość i pchną akcję na nowe tory. Twórcy w bardzo umiejętny sposób budują napięcie, wykorzystując zarówno koncertową mimikę aktorów, kadry kamery często skupione na zbliżeniach twarzy bohaterów (oddające całą gamę odczuć) jak również na wskroś przenikającą muzykę autorstwa Beara McCreary’ego. Muzyk ten stopniowo wyrasta na jednego z najbardziej obiecujących kompozytorów muzyki filmowej młodego pokolenia. Osobom pragnącym poznać inne jego kompozycje, śmiało mogę zaproponować chociażby ścieżkę dźwiękową z serialu „Battlestar Galactica” lub filmu „Europa Report”. Dorobek muzyka już robi ogromne wrażenie. Stonowana, przemyślana muzyka idealnie odpowiada oszczędnej wizualnej stronie filmu. Przez większą część trwania seansu odnosi się wrażenie, że twórcy „Cloverfield Lane 10” pragnęli stworzyć wyjątkowo kameralną i minimalistyczną produkcję. Na godne pochwały efekty specjalne, bez których obecnie ciężko wyobrazić sobie produkcję sci-fi, musimy poczekać do ostatniego aktu filmu. Niemniej można zastanawiać się, czy były one konieczne. Jestem pewien, że film także obroniłby się z ich pominięciem. źródło: Twórcy filmu „10 Cloverfield Lane” w ciekawy sposób bawią się konwencjami. Najpierw długo potrafią przytrzymać widza w fotelach, poddając go niepewności i napięciu towarzyszącym dobrym thrillerom, by następnie podsycić jego doznania elementami pełnokrwistego horroru, by ostatecznie zmienić front i zarazić widza surrealnością. Chciałoby się wręcz zacytować bohaterkę – „No bez jaj”. I w ten oto sposób aspekt stanowiący wadę filmu, nieoczekiwanie i po zastanowieniu może przeistoczyć się w jego cechę szczególną, bliską nawet zalety. Wszystko zależy od stosunku widza do filmu, czyli poziomu jego ‘zdystansowania’. Trachtenberg mógł i powinien z filmu wycisnąć więcej, ale trzeba mu oddać, iż potrafił w zwariowany sposób żonglować znanymi motywami i stworzyć pewną nową jakość. Zastosowane rozwiązania w końcówce filmu nie wszystkim widzom przypadną do gustu. Nie sądzę jednak, aby całkowicie spaliły film dla największych malkontentów. Towarzyszące seansowi napięcie, niedopowiedzenia przy zachowaniu spójności fabularnej, doskonałe kreacje aktorskie Goodmana i Winstead oraz wybornie dobrana muzyka – to istotne elementy, które czynią z 10CL nie tylko jeden z najlepszych obrazów science-fiction 2016 roku (dotychczas), ale także jeden z ciekawszych thrillerów. Bez większego ryzyka mogę Wam polecić seans. OCENA: 7/10 Dr. Gediman Trailer / zwiastun Źródła zdjęć: 1. Zobacz także: Wszystkie filmy Science Fiction 2016 roku >> Recenzja filmu „Piąta fala” >> Recenzja filmu „Deadpool” >> Ciekawy artykuł? Doceń naszą pracę: [Głosów: 32 Średnia: Ci się o czym i jak piszemy? Pomóż nam tworzyć więcej treści! Wesprzyj przez Patronite:
„Cloverfield” czy jak to woli „Project Monster” oglądałam jak oglądam często filmy ze znajomymi tzn. a to jednym okiem zerkamy na ekran, a to drugim rozegrywamy kolejną partyjkę gry planszowej. Śmiechy i żarciki, w szklaneczkach piwo, a sam film gdzieś leci w tle. Niby każdy wie, o czym jest, niby śledzi wydarzenia na ekranie, ale gdyby przyszło do omówienia szczegółów, wyszłoby na to, że każdy oblałby z kretesem. Tak jak ja kiedyś kartkówkę z „Krzyżaków” (aż wstyd się przyznać!). „Project Monster” utknął gdzieś w czeluściach pamięci, ale zbyt wielu wspomnień z nim nie wiążę. Gdybym nie zajrzała na stronę filmwebu, nie wiedziałabym nawet, kto w nim grał główne role. A teraz nadszedł inny film. O bardzo podobnym tytule, choć tym razem dystrybutor zostawił oryginalny, nie siląc się na „zachwycające” tłumaczenie. „Cloverfield Lane 10” ma niby być powiązany ze wspomnianym powyżej filmem. I być może jest. Lecz nawet jego nieznajomość lub też krótka i zawodna pamięć jak w moim przypadku, nie odbierają przyjemności oglądania najnowszego obrazu. Powiedziałabym, że brak jakiejkolwiek wiedzy odnośnie filmu, czyni go jeszcze lepszym i mniej przewidywalnym! Dlatego też w poniższych słowach postaram się nie zdradzić nic, co mogłoby popsuć Wam zabawę. Jak oglądać Cloverfield Lane 10 oraz inne horrory i thrillery? Muszę jednak do czegoś Was nakłonić. Jeśli jeszcze grają u Was film w kinach, to koniecznie idźcie go obejrzeć na dużym ekranie. „Cloverfield Lane 10” pomimo braku spektakularnych efektów specjalnych, jest idealny do oglądania w sali kinowej. I to właśnie przez wzgląd na ciasną, duszną atmosferę, która oplata widza. Pamiętam, jak oglądałam „Rec” w oryginalnej, hiszpańskiej wersji. Oglądaliśmy go z D. na łódzkich Bałutach, w ciasnej kawalerce, blisko północy, przy zgaszonym świetle, na czwartym piętrze pewnego bloku. W tle szumiały ostatnie tramwaje. Jakie on na nas wywarł wrażenie! Az żałuję, że nie miałam możliwości obejrzenia filmu w kinie. Później oglądaliśmy go ze znajomymi, w dzień, w zwykłym mieszkaniu. Niestety, tak jak my zachwycaliśmy się wcześniej filmem, tak oni stwierdzili ze skwaszonymi minami, że co za „badziewie” im wciskamy. Nie wiem, czy „badziewie”, ale nie od dziś wiadomo, że klimat robi swoje. A najlepszy klimat do takich filmów jest w kinie, gdzie raczej nie rozpraszają Cię (najczęściej) rozmowy sąsiadów i światło uparcie przebijające się przez zasłony. „Cloverfield Lane 10” potrzebuje skupienia, by wkręcić się w ciasną, aż gryzącą gardło atmosferę. Stąd mój apel: nie oglądajcie filmu ze znajomymi przy grach planszowych, a nie daj Boże przy piwie i chipsach. Film straci bardzo dużo, a gdy dodacie do tego końcówkę, stwierdzicie, że oto Wam blogerzy wciskali ściemę i następnym razem już nigdy nie zajrzycie na ich bloga. Pamiętajcie, w razie czego ostrzegałam. Nudno, nudno. Bum! Film ma bardzo specyficzną budowę. Reżyser usypia czujność widza przydługimi rozmowami, które mogą nudzić. Z drugiej strony, gdy spojrzymy na zamkniętych w schronie bohaterów, zdajemy sobie sprawę, że nie możemy liczyć na niesamowite zwroty akcji, a budulcem fabuły są przede wszystkim bardzo dobre dialogi. I tak widz powoli przyzwyczaja się do sytuacji, gdy nagle… Bum! Nie wybuch bomby, rzecz jasna, a zwrot akcji, który natychmiastowo budzi Cię z letargu. Nawet jeśli przyjdzie Ci, w którymś momencie myśl, że oto oszukał Cię cały świat i nie oglądasz wcale wciągającego thrillera, to równie szybko ta myśl zniknie z Twojej głowy. Dla mnie były to świetne zagrania reżysera (Dana Trachtenberga). Po raz pierwszy zetkniesz się z takim rozwiązaniem w pierwszych 10 minutach filmu. Nic tak nie działa na człowieka, jak nagły zwrot akcji skierowany do nieprzygotowanego widza. Później to już nic nie wiesz i myślisz, że zło czai się w każdym kącie. A i tak reżyser potrafi Cię zaskoczyć. Naprawdę, dawno nie oglądałam filmu, który tyle razy powodował moje podskakiwanie w kinowym fotelu. Ciasne pomieszczenie dla teorii spiskowych Sam początek filmu nie wydaje się aż tak oryginalny, choć stawia widzom wiele pytań, na które nie uzyskują tak szybko odpowiedzi. Niektóre z nich muszą poczekać aż do finału, co trzyma widza w fotelu do końca seansu. Mamy więc dziewczynę, która nagle znajduje się w schronie. Zamknięta w pomieszczeniu, przykuta do ściany. Przychodzi do niej facet, przy kości, ze wzrokiem szaleńca i opowiada jej o zagładzie ludzkości, bądź ataku, bądź wybuchu bomby. Sam jeszcze nie wie, ale wie, że owa dziewczyna z pewnością jest tu bezpieczna, i oto on, wspaniały bohater właśnie ratuje jej życie. Co byście zrobili na miejscu dziewczyny? No pewnie, że chcielibyście uciec! Tym bardziej, że szaleniec zamknął ją w pomieszczeniu bez okien, z materacem zamiast łózka, pozbawionym jakichkolwiek mebli. Kto ma rację? Ona, która twierdzi, ze jest uwięziona, czy on, z informacją, że świat spotkało coś złego? Niemal cały film został zamknięty we wspomnianym już kilkukrotnie schronie. Niewielka to przestrzeń dla trójki bohaterów, którzy mają ze sobą przebywać co najmniej rok. Dla aktorów było to z pewnością duże wyzwanie. Częste najazdy kamery na ich twarz, mnóstwo dialogów, podczas których musieli wypaść przekonywująco, a których nie da się ukryć pod płaszczykiem rozdmuchanej akcji. John Goodman wcielił się w Howarda, właściciela schronu, który o teoriach spiskowych wie niemal wszystko. Wypadł wyśmienicie w roli szaleńca bądź jak to woli człowieka, który całym sobą wierzy we własne przekonania. Mary Elizabeth Winstead, czyli filmowa Michelle, z którą spotykamy się od pierwszych minut filmu, uwięziona przez Howarda w schronie, wczuła się w swoją rolę doskonale. Z jednej strony zagubiona dziewczyna, uciekająca od problemów, których nie chciała rozwiązać. Z drugiej, szybko analizująca sytuację, dokonująca trafnych decyzji (pomijam pewien, dyskusyjny fragment filmu). Dopełnieniem tej specyficznej dwójki jest Emmett, który w schronie znalazł się z własnej woli. Zagrał go John Gallagher Jr – chłopak z sąsiedztwa. Początkowo wydaje się trochę ciepłą kluchą. Szybko jednak widz obdarza go sympatią. I nic dziwnego, że pomiędzy Michelle a Emmettem nawiązuje się nić porozumienia. Rzeczywiście sam finał został przerysowany i rozdmuchany do granic możliwości. Być może twórcy chcieli wynagrodzić sobie godzinę dwadzieścia spokojnej (choć to tylko pozory) akcji. Być może chcieli przygotować widza do hipotetycznej drugiej części. Kto wie? I tak jak dla wielu, końcówka i dla mnie okazała się niewypałem, tak cały film dzielnie się broni. Stąd też jestem skłonna wybaczyć to, co zrobił reżyser. A tym samym przyznać mu mocną ósemkę! Tytuł: Cloverfield Lane 10 Rok: 2016 Gatunek: thriller Ocena: 8/10
cloverfield lane 10 cały film